Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Odkrywając magiczne miejsca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Odkrywając magiczne miejsca. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 lutego 2017

Na widelcu, czyli warszawski Videlec.

Dawno mnie tu nie było, a to wszystko przez zmiany, które nastąpiły z początkiem roku, które są dowodem na to, że wypowiadane na głos marzenia się spełniają. Tak więc teraz czas wziąć się za realizację kolejnych...

Ale tymczasem chciałam Wam opowiedzieć o nowo odkrytym miejscu, które wcale już takie nowe nie jest. Ostatnimi czasy wraz ze znajomymi z mojej poprzedniej pracy i z naszymi rodzinami postanowiliśmy wybrać się na lunch. Tym razem wybór terminu nie okazał się wcale taki trudny, a jak wiem przy kilku osobach jest to nie lada wyzwanie, a co dopiero przy kilkunastu. Po ustaleniu terminu pozostało więc ustalenie miejsca spotkania, które z jednej strony zapewnia kącik dla Maluszków, a z drugiej strony gdzie można smacznie zjeść. Wybór padł na Videlec na warszawskiej Ochocie. I był to wybór idealny jak się okazało. Nie dość, że jedzenie było niesamowicie pysznie to najmłodsi uczestnicy spotkania znaleźli również kąt dla siebie.

Co zatem charakteryzuje to miejsce?

  • Przyjemny wystrój
  • Pyszne jedzenie, a w szczególności polecam zupę czosnkową oraz kalmary i ośmiornice na przystawkę
  • Pięknie podane potrawy więc nie tylko cechuje je smak, ale również wysublimowana estetyka
  • Miejsce zabaw dla dzieci więc jest to miejsce przyjazne rodzinom
  • Miejsce przyjazne psom. Możecie zatem wpadać tu również ze swoimi czworonogami
  • Przestrzeń, aczkolwiek nawet przy dużej liczbie gości nie niesie się głos i nikt nikomu nie przeszkadza więc można spokojnie porozmawiać
  • Miejsce idealne do zorganizowania większego spotkania np., urodzin własnych czy dziecka, chrzcin, czy zwyczajnego spotkania na lunch dla większej grupy znajomych, tak jak to było w naszym przypadku
  • Ogródek czynny latem więc można cieszyć się smacznym jedzeniem i świeżym powietrzem jednocześnie
Małym minusem są ceny. Średnia cena przystawki to ok. 28 zł., a cena dania głównego ok. 38 zł. Tak więc jak się wychodzi na lunch czy kolację to za dwie osoby trzeba średnio zapłacić ok. 150 zł. Drugim małym minusem są miejsca parkingowe. Nie jest tragicznie w tym względzie, ale można trochę czasu spędzić szukając miejsca do zaparkowania.


Nie ma jednak miejsca idealnego, a za wysoką jakość jaką oferuje Videlec myślę, że warto zapłacić ciut więcej niż w przeciętnej lunchowni.


Adres:


ul. Grójecka 194, Warszawa
WWW: http://restauracjavidelec.pl/









Zdjęcia: TUTAJ






piątek, 2 grudnia 2016

Wspomnienie Bali.

Odkąd wróciłam z Bali minęło już ciut ponad dwa tygodnie. Tak więc czas najwyższy na podsumowanie kolejnej wyprawy i krótkie wspominki, a także praktyczne porady.

Bilety na Bali wykupiliśmy już w czerwcu, co pozwoliło nam na osiągnięcie bardzo korzystnej ceny, bo kupiliśmy je w promocji. Hotelu sami nie wybieraliśmy, bo jako że wybraliśmy się na wyjazd stricte surfingowy tym razem, to zaufaliśmy znajomym, którzy byli tu już nie raz i mogli polecić nam idealne dla początkujących spoty. Tym kluczem trafiliśmy do hotelu znajdującego się na zachód od Denaspar tuż nieopodal Medewi, jednego z najbardziej popularnych spotów surfingowych. Nasza miejscówka nosiła nazwę Brown Sugar.

Jeżeli szukacie miejsca totalnie oddalonego od turystów i ulicznego zgiełku to jest to miejsce idealne. Położone nad samym oceanem, wśród pól ryżowych. Na miejscu jest dostęp do WiFi oraz basenu. W cenę hotelu wliczone jest śniadanie. Pozostałe posiłki możecie również zjeść na miejscu więc nie musicie szukać po okolicznych miejscowościach restauracji, aczkolwiek ja akurat lubię taki tryb spędzania wakacji. Jak dla mnie miejsce ma jednak kilka minusów, które w zasadzie należy przewidzieć wybierając się do Azji i nie tylko. Niestety wieczorem pojawiają się karaluchy wielkości kciuka. W związku z tym, że hotel ulokowany jest wśród samych pól ryżowych, dlatego mieliśmy polnych gości w postaci myszy czy szczura, który regularnie odwiedzał nasze domki w poszukiwaniu jedzenia. Na szczęście nie miałam okazji go spotkać, ale notorycznie sprzątałam po nim ślady, które pozostawiał po swojej wizycie. Jeżeli szukacie miejsca, gdzie można przyjechać z małymi dziećmi to to miejsce zdecydowanie odpada. Nie dość, że piasek na plaży jest czarny i błotnisty więc nie zachęca do spędzania czasu na plaży, oprócz lekcji surfingu, to sam hotel nie posiada infrastruktury przystosowanej do przyjęcia małych szkrabów.

Pomimo tego, że nasz hotel ulokowany był niecałe 50 km od Ubud (jedno z najbardziej znanych miejsc na Bali, gdzie kręcony był film "Jedz, módl się, kochaj") to dostanie się tam graniczyło prawie z cudem. Niestety jazda samochodem to istny koszmar. Pozistaje więc skuter, ale tutaj trzeba się liczyć z dość dużym ryzykiem wypadku, bo zanim opanuje się brak jakichkolwiek zasad na drodze to jednak chwila mija. Dodatkowo smog i ilość spalin, którą się wdycha jadąc w ciągu ciężarówek powoduje, że po jakiś 30 minutach zaczyna gryźć w gardle, a głowa zaczyna powoli dopominać się o świeże powietrze i tabletkę przeciwbólową. Tak więc, gdy kolega na lotnisku mi powiedział, że mamy jeszcze 70 km do naszego hotelu więc przed nami jakieś 3,5 godziny jazdy to nie chciałam uwierzyć. Niestety okazało się to prawdą więc moje wycieczki ograniczały się do jeżdżenia po okolicznych wioskach i podziwiania naprawdę niesowitej przyrody, która od razu mnie zauroczyła swoim kolorem, dzikością, nieprzewidywalnością.



















 Jeszcze kilka zdjęć balijskich potraw, które no cóż... nie urzekły mnie swoim smakiem, tak jak urzekły mnie smaki Tajlandii. Jedzenie jest bardzo tanie i za zupę zapłacimy ok. 1,5 zł. ale jest ona zupełnie bez smaku i gdyby nie ostre przyprawy, to byłaby to zwykła woda zagotowana na kilku liściach kapusty. No ale może po prostu nie można mieć wszystkiego.





A na koniec kilka zdjęć z urodzin, które mieliśmy okazję obchodzić podczas naszego wyjazdu. W tym roku świętowaliśmy je po balijsku. Był tort, tańce i swawole :)







Wszystkie zdjęcia wykonał mój kolega Daniel Christ, a niesowitych podróżniczych wyzwań dostarczyła nam Paulina Ziółkowska z Aloha.pl.

niedziela, 13 listopada 2016

Zapowiedź wyprawy na Bali

Minęły trzy dni odkąd wróciłam z wyprawy na Bali. Niestety trudno mi się przestawić na czas Polski, dlatego zdążyłam obrobić tylko kilka zdjęć z podróży, ale mam nadzieję, że wystarczą one Wam, aby poczuć klimat tej wyspy, a szerzej na temat wyprawy, smakach i ludzi opowiem Wam w kolejnym poście.















czwartek, 29 września 2016

Szukając swojego miejsca na ziemi

Dawno mnie tu nie było i dawno nie publikowałam żadnego postu, ale ostatnie trzy miesiące były dla mnie bardzo intensywne pod względem pracy i wyjazdów służbowych tak więc niestety nie udało mi się znaleźć chwili czasu, aby z filiżanką kawy albo kieliszkiem wina coś ciekawego tu naskrobać.

Dzisiaj chciałabym Wam w kilku zdaniach opowiedzieć o miejscu, do którego trafiłam, kiedy szukałam swojego miejsca do przeprowadzki w niedalekiej mam nadzieję przyszłości. Szukając pensjonatu na weekend na Warmii i Mazurach natrafiłam na Łan Sztuk, miejsce, które chciałam parę lat temu odwiedzić, bo spodobał mi się klimat i atmosfera, jaka panowała na fotografiach prezentujących tą miejscówkę.

Z Warszawy do Łan Sztuk jechaliśmy ok. 3,5 h. Fakt, że jest już po sezonie z pewnością ułatwił nam przemieszczenie się w tamte rejony bez zbędnych korków.

Po przyjeździe na miejsce czekała na nas ciepła herbata z pigwą własnej roboty, ciepły kominek i przemili właściciele.

Łan Sztuk otoczony jest łąkami, które tworzą wrażanie i klimat Toskanii. Sam dom oddalny jest od wioski ok. 700 m więc możecie sobie wyobrazić, jaka panuje tam cisza. Jezioro oddalone jest o około 6 km. Do wynajęcia są 4 pokoje i dość spory dom. Do dyspozycji Gości jest fantastyczna klimatyczna kuchnia, a właściciele za dodatkową opłatą serwują bardzo smaczne domowe posiłki.

Miejsce idealne dla osób, które szukają ciszy i spokoju, a także oderwania się od miejskiego zgiełku. Raczej dla par, albo na babskie wyjazdy lub dla osób z dziećmi, którzy planują zwiedzanie okolicy.

Małym minusem jest brak miejsca w pobliżu, gdzie można wybrać się na obiad lub kolację, albo na kawę, ale być może to moje przyzwyczajenie z wyjazdów do Szuwar i Gałkowa, gdzie sporą część czasu spędzam w restauracji czytając książki lub grając w planszówki.

Adres:
Łan Sztuk
Stare Kawkowo 8
24 km od Olsztyna

Cena za osobę: 55 zł/ za dobę plus dodatkowe opłaty za posiłki.







Źródło: zdjęcia własne





Źródło: TUTAJ