Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ekran filmowy naszymi oczami. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ekran filmowy naszymi oczami. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 grudnia 2016

Lion. Droga do domu.

Dawno nie było mnie w kinie więc zaległości mam w tym obszarze spore, a jestem uzależniona od dobrego niszowego kina. Tęskniąc za dużym ekranem postanowiłyśmy z przyjaciółką obejrzeć film, który wszedł do kina 2 grudnia i nie należy niestety do kina niszowego, ale za to film oparty na faktach, a takie hostorie zawsze są dla mnie ciekawe - "Lion. Droga do domu".

Tytułową rolę Saroo gra Dev Patel, którego mogliście już zobaczyć w Slumdogu. Dziewczynę Saroo, czyli Lucy gra niezwykła Rooney Mara, którą mogliście z kolei oglądać np. w "Dziewczynie z tatuażem". W filmie występuje również świetna, jak w każdej roli, Nicol Kidman. Nicole wciera się w rolę przybranej mamy Saroo.

Film opowiada historię chłopca, który w wieku 5 lat, czekając na stacji kolejowej na brata, wsiada przez przypadek do pociągu i w nim zasypia. Budzi się po pewnym czasie, gdy pociąg jest już daleko od domu. Tak przez kilka dni przemierza Indie docierając do Kalkulty, gdzie finalnie trafia do sierocińca. Stamtąd jest adoptowany przez parę Australijczyków i tak trafia do tzw. lepszego świata, gdzie dorasta i staje się mężczyzną, zaznaje na nowo bliskości i matczynej miłości. Jednak w każdym z nas drzemie chęć poznania swoich własnych korzeni i tak rzuca wszystko, aby dowiedzieć się kim jest i gdzie jest jego dom. Szczegółów nie będę zdradzać, jeżeli wybieracie się na film do kina.

Historia prawdziwa. Wzruszająca. Niesamowicie pięknie opowiedziana. Trochę za bardzo w amerykańskim stylu, ale na 10 punktów przyznałabym 8,5.

Na pewno musicie nastawić się na sceny czasem drastyczne, obdzierające ze złudzeń, ale pełno w tym filmie nadziei, miłości i przywiązania do najbliższych.

Jeżeli jescze nie wybraliście się do kina lub nie czytaliści książki to gorąco Was zachęcam, aby zapoznać się z tą historią, która zapewne zdarza się raz na milion przypadków, ale to właśnie takie historie pokazują, że warto marzyć, tęsknić i walczyć.









Źródło: TUTAJ

czwartek, 13 listopada 2014

Trash, czyli brazylijska rzeczywistość

Nie wiem czy mieliście okazję już wybrać się na ten film do kin, ale jeżeli jeszcze nie to polecam, abyście wpisali go na listę tytułów, które warto zobaczyć. Niemniej nie jest to film, gdzie pokazane będą piękne obrazy. Znajdziecie w nim wiele rzeczywistych aspektów życia w Brazylii, które odległe są od pięknych krajobrazów i cudownej przyrody, którą można się tam rozkoszować.
 
Polecam!










Zdjęcia: TUTAJ

poniedziałek, 29 września 2014

Spódnice w górę!

Polecam każdej kobiecie tę uroczą francuską komedię! To było jedno z lepszych babskich wyjść do kina :)




 
Zdjęcia: TUTAJ

środa, 21 sierpnia 2013

Blue Jasmin, czyli życie według Woody Allena

Co tu dużo mówić. Jestem ogromną fanką filmów Woody Allena. Szczególnie nakręconych tych od momentu Match Point. Fakt, że ostatni film "Zakochani w Rzymie" przypadł mi najmniej do gustu. Nie mogę tego jednak powiedzieć o "Blue Jasmin", który porwał mnie bez reszty.
 
Jest to film wielowymiarowy. O tym, co w życiu ważne; o tym, jak pieniądze potrafią przysłonić nam to, co w życiu liczy się najbardziej; o tym, kto pozostaje prawdziwym przyjacielem i na kogo można faktycznie liczyć w trudnych momentach; o tym, jak każda kobieta powinna zawsze mieć swój świat i zawsze powinna być niezależna od mężczyzny i mieć swoje pasje - tak na wszelki wypadek ;)

"Blue Jasmin" opowiada historię kobiety, tytułowej Jasmin (Cate Blanchett), która z zawiści do męża (Alec Baldwin), który zdradził ją z niejedną kobietą, donosi na niego do FBI, a miała o czym donieść, bo jej mąż był mistrzem kolokwialnych machlojek. Niestety popełnia on samobójstwo w więzieniu, a Jasmin pozostaje bez grosza przy duszy. Postanawia przeprowadzić się do siostry z Nowego Jorku do San Francisco, gdzie postanawia na nowo ułożyć sobie życie. Nawet przez chwilę wydaje się, że odzyskuje równowagę - podejmuje pracę, jako sekretarka, rozpoczyna kurs komputerowy z zamiarem ukończenia kursu aranżacji wnętrz, poznaje mężczyznę z tzw. pozycją. Niestety szybko okazuje się, że kłamstwo nie popłaca, a nowo ułożony dom z kart, bardzo szybko się rozsypuje. Bardzo ciekawą postacią jest również siostra Jasmin - Ginger - grana przez Sally Hawkins, która pracuje w sklepie spożywczym i jest rozwódką, a której życie przewraca do góry nogami lekko znerwicowana siostra Jasmin.
 
Po wyjściu z kina, film wywołał u nas długą i ciekawą dyskusję. To jeden z lepszych filmów Woody Allena, który do tej pory widziałam, który jeszcze bardziej przekonał mnie do tego, że w życiu powinniśmy liczyć przede wszystkim na siebie i powinniśmy w każdej sytuacji walczyć o siebie. Dodatkowo, nie powinniśmy zapominać o najbliższych, bo to oni finalnie są naszą ostoją w najtrudniejszych chwilach, a prawdziwych przyjaciół faktycznie poznaje się w biedzie. Niby truizmy i trudno się z tym nie zgodzić, ale pytanie jak często o tym zapominamy i nie dbamy o te relacje na co dzień.
 
Jeżeli lubicie ambitne kino. Jeżeli choć trochę darzycie sympatią filmy Woody Allena to koniecznie się na niego wybierzcie!
 
 
 
 
 
 
Zdjęcia: Filmweb
 

środa, 26 czerwca 2013

Stażyści, czyli jak praca może stać się pasją

W minioną sobotę wróciłyśmy z koleżanką znad morza. Dotarłyśmy do Warszawy w rekordowym czasie i z mandatem w portfelu. Zaplanowałyśmy na wieczór wspólne oglądanie filmu, a że na TVN znalazłyśmy film z Diane Lane i Richardem Gere'm to postanowiłyśmy wygodnie zasiąść na kanapie i obejrzeć "Noce w Rodanthe". Jakoś nie doczytałyśmy w Internecie recenzji i czekałyśmy na lekką oraz przyjemną komedię. Jakie było nasze rozczarowanie, gdy okazało się, że jest to dość poważny dramat, na który nie byłyśmy gotowe, choć film generalnie był dobry. Natomiast nie na ten dzień i nie na ten nastrój.
 
Następnego dnia postanowiłyśmy pójść do kina i nadrobić zaległości kinowe. Nadal miałyśmy ochotę na film lekki i przyjemny, aczkolwiek nie na głupią komedię. Wybrałyśmy nowy film "Stażyści". Początkowo nie byłam przekonana co do naszego wyboru, ale z drugiej strony lubię postaci kreowane przez Owena Wilsona.
 
Film opowiada o dwóch mężczyznach, którzy stracili pracę a byli dobrze zapowiadającymi się handlowcami. Nie widząc perspektyw na nową posadę, postanowili zapisać się na staż do Google. Nie mając wiedzy na temat Internetu, produktów potencjalnego pracodawcy i myląc pojęcia "sieć" z "siatką" dostali się na wakacyjny staż, gdzie trafiają do grupy ludzi młodych, zdeterminowanych, ambitnych, nastawionych na ciężką pracę i sukces oraz młodszych o jakieś 10 lat. To ich oczami oglądamy bajkowy campus, o którym krążą legendy.
 
Dwa lata temu miałam okazję osobiście odwiedzić campus Microsoft, który mieści się w Redmond. Między biurami trzeba dojeżdżać autobusami. Faktycznie campus robi wrażenie na takiej osobie jak ja, która na co dzień pracuje w biurze, które ma 4 piętra i chodzi na spotkania, które odbywają się dwa piętra niżej, a nie korzysta z auta by odbyć spotkanie w biurze, w którym pracuje. Natomiast biuro Google robi ogromne wrażenie i nie dziwię się, że praca w takim biurze to chyba marzenie każdego nie tylko młodego człowieka.
 
Film lekki, przyjemny, skupiający się na takich wartościach jak team working, wiara w siłę przyjaźni, najwyższą wartością jest człowiek, a nie sukces. Mówiący o tym, że warto szukać swojej drogi i nawet gdy się na czymś nie zna to warto próbować i walczyć o swoje szczęście, bo pasja powinna być pasją. 
 
Zwiastun filmu znajdziecie TUTAJ.






 
I choć to istna reklama Google to warto obejrzeć! Z pewnością się nie zawiedziecie, gdy będziecie potrzebowali czasu z lekką i przyjemną komedią. Polecam!

czwartek, 13 czerwca 2013

Uciekinier... czy warto umrzeć z miłości?

Film długi. 2h 15 min. ale nie nudziłam się, nie zasypiałam, mimo, że poszłam na ostatni nocny seans.
Film spokojny. pozwolił mi się wyciszyć i uspokoić po całym dniu biegania w pracy.
Film, który miał w sobie coś, co sprawiło,  że cały czas czekałam na to co będzie dalej, o co chodzi, co się wydarzy...
 
Widzieliśmy dziecięcą naiwność, ryzyko, bunt, ale też ciekawość i wiarę.
Widzieliśmy męską samotność, walkę i determinację, ale też miłość i oddanie.
Widzieliśmy kobiecą niepewność, uwikłanie, zagubienie, ale też kłamstwo i perfidię.
 
Była jedna scena w tym filmie, która zapadła mi w pamięci wyjątkowo... scena, w której Mud, główny bohater, którego gra uwielbiany przeze mnie Matthew McConaughey, spotyka się z Juniper (Reese Witherspoon), kobietą jego życia, kobietą, którą kocha i poświęca dla niej wszystko. Spotyka to za dużo powiedziane... pojawia się niedaleko hotelu, w którym się zatrzymała. Pojawia się w momencie, w którym ona stoi na balkonie i pali papierosa; komunikują się za pomocą spojrzenia... jest to jedyny moment w filmie, w którym są razem...  moment poruszający, bo chwila, w której pomyślałam sobie po cichu "żeby ktoś tak bardzo mnie kiedyś kochał...".. coś pięknego.
 
Zachęcam Was do obejrzenia tego filmu, nawet w domu, podczas któregoś wolnego wieczoru, bo emocje są i ciekawość zakończenia również...
 
 
 
 



 


wtorek, 21 maja 2013

Gatsby... czy rzeczywiście Wielki?

 
byłam bardzo ciekawa, bardzo zaintrygowana... nie napiszę Wam wiele o tym filmie, napiszę Wam tylko o tym z czym z niego wyszłam..
 
film piękny, ale pokazujący wiele obrazów, wiele sprzeczności, wiele zderzeń z rzeczywistością.
film, który przypomina nam jak ważni są ludzie. jak ważne jest, abyśmy otworzyli swoje oczy i serce, bo nigdy nie wiemy kto stanie na naszej drodze.
nigdy nie wiemy kto nam poda rękę, a kto się od nas odwróci.
 
widzimy jak silne są marzenia, pragnienia. jak można być zdesperowanym by je osiągnąć, i jak można przez to zamknąć sobie wszystkie inne drzwi.
 
kolejny raz widzimy też niesprawiedliwość. widzimy jak wygrywają Ci sprytniejsi, bardziej przebiegli, nie mający dobrego serca i poczucia moralności. giną natomiast Ci, którzy żyć powinni, którzy nie zasłużyli na przegraną.
 
oglądamy też historię miłości. miłość olbrzymia, ale jej historia dziwna, niecodzienna, niespodziewana... wydawałoby się, że nawet niemożliwa.
 
najważniejsi są ludzie. świat kręci się wokół nich. to oni nas otaczają i są nieodłączną częścią  życiowego scenariusza. dawajmy sobie tyle ciepła, dobrości, uśmiechu, miłości ile możemy. mamy tą przewagę nad ludźmi, których nazwę po prostu "złymi". szanujmy się wzajemnie, unikajmy kłamstw, sprawiania przykrości, krzywdzenia innych... świata nie zmienimy, ale siła leży w jednostce, siła leży w nas :)
 
a Gatsby... to jakim był człowiekiem... tak, dla mnie rzeczywiście był wielki.
obejrzyjcie!
 
 
 

 


 

 
* zdjęcia zostały pobrane ze strony filmweb.pl

niedziela, 12 maja 2013

Starość według Dustina Hoffmana

Starość w naszym społeczeństwie nadal ma znaczenie pejoratywne. Każdy z nas się jej boi. Ze względu na system w jakim żyjemy i brak porządnej opieki zdrowotnej, ze względu na samotność, która dopada wiele osób będących na emeryturze, ze względu na tzw. brak funkcji. Ale czy tak faktycznie musi być?

Na to pytanie odpowiada nowy debiutancki film Dustina Hoffmana. Sam reżyser ma 75 lat więc jest idealnym przykładem na to, że na spełnianie marzeń nigdy nie jest za późno. Scenariusz filmu oparty jest na sztuce, której autorem jest Ronald Harwood, współtwórca nagrodzonego Oscarem tekstu do "Pianisty" Romana Polańskiego. 

Film opowiada historię nietypowych pensjonariuszy domu spokojnej starości Beecham House. A dlaczego nietypowych? Ponieważ wszyscy pensjonariusze mają za sobą kariery operowe i swoją pasją żyją całe życie - nawet na emeryturze. Aby pomóc ośrodkowi, w którym przebywają, a który boryka się z finansowymi problemami, postanawiają zorganizować Galę. Sukces Gali może powieść się tylko w jednym przypadku, kiedy na scenie wystąpi tytułowy kwartet, a to okazuje się zadaniem wcale nie takim łatwym, gdyż bohaterów kwartetu łączą lata niewyjaśnionych wcześniej żali i niekoniecznie chcą się zgodzić na wspólne wystąpienie. Sprawę komplikuje nowo przybyła pensjonariuszka, którą łączył kiedyś związek z jednym członkiem kwartetu.  

To kolejny film, po "Debiutantach" czy po "Hotelu Transylvania" mówiący o tym, że nigdy nie jest za późno na miłość, że nasze talenty i pasje żyją w nas do końca naszego życia i nie warto ich nigdy porzucać, że możemy starzeć się godnie i starość nie musi być wcale taka straszna. Pielęgnujmy więc nasze pasje, bliskie relacje, miłości i wszystko to co kochamy, aby cieszyć się tym wszystkim ze zdwojoną siłą wtedy, kiedy będziemy najbardziej tego potrzebowali, aby tzw. jesień naszego życia była dla nas radością a nie zmartwieniem. 

"Kwartet" to również film o miłości, która nigdy nie wygasa, pomimo wielu perypetii oraz tego, że czasami potrzeba lat, aby się znów odnalazła. Prawdziwa miłość nie zawsze jest łatwa, czasami musi pokaleczyć, aby pozwolić zrozumieć, że kogoś się kocha ponad wszystko, co się posiada. 

Osobiście cieszę się, że coraz więcej mówi się temat starości i procesu starzenia się, że przed nim nie uciekamy, bo każdego z nas ona czeka. Okazuje się, że nasza starość może być równie ciekawa, równie pasjonująca, równie namiętna, co czasy naszej młodości i na każdym etapie można żyć pełną parą. Nie tylko za młodu. 

Film pozytywny, na którym uronicie kilka łez, nietuzinkowy, choć raczej lekki. Poza tym doskonała obsada: Maggie Smith, Billy Connoly, Pauline Coollins, Michael Gambon, i inni. 

Polecam!

Zwiastun filmu znjadziecie TUTAJ. 










Zdjęcia: TUTAJ

piątek, 12 kwietnia 2013

a tymczasem... za szeroko zamkniętymi drzwiami...

ostatnio jest czas polskich filmów w świecie kina... pisałyśmy o Drogówce Wojciecha Smarzowskiego, o Miłości Sławomira Fabickiego, a dzisiaj przeczytacie o Układzie Zamkniętym Ryszarda Bugajskiego. film wcale nie lżejszy, wcale nie łatwiejszy w odbiorze, nawet nie próbujący pokazać tej dobrej strony nas, Polaków. bo dobro zostaje z impetem przygniecione ciężarem zła.

historia oparta na autentycznych wydarzeniach.
z jednej strony trzech przedsiębiorców. trzy rodziny. trzy historie.
z drugiej strony jedna firma, jedna historia, jeden los.

wskutek zmowy skorumpowanych urzędników: prokuratora i naczelnika urzędu skarbowego, życie tych trzech rodzin zmienia się w piekło. jednego dnia, w jednej chwili tracą wszystko - pracę, dom, żonę, dziecko, ale też spokój, bezpieczeństwo, marzenia... coś co wydaje się być nie do odbudowania.

bezkompromisowo, nieprzewidywalnie - ten moment, w którym dostajemy cios. moment, w którym zaczyna się cierpienie.. człowiek wybiera zło i tym złem niszczy człowieka, który wybrał dobro. strasznie niesprawiedliwe, i bardzo przykre. tym bardziej przykre, że takich sytuacji jest wiele, w naszym życiu, w naszej codzienności, za zamkniętymi drzwiami, ale na wyciągnięcie ręki.

i nigdy nie wiesz. bo jutro mogą przyjść po Ciebie...






 


* zdjęcia zostały pobrane ze strony filmweb.pl