środa, 7 sierpnia 2013

Kolory i ludzie Barcelony.

Tegoroczne wakacje obfite są w różne ciekawe wyjazdy. Wyjeżdżamy z Dominiką razem, jak i osobno więc jeszcze kilka postów poświęcimy na nasze wakacyjne podróże ;)
 
W planach był Paryż, Rzym, Lizbona. Jednak miastem, do którego postanowiłyśmy się wybrać, w ramach babskiego wyjazdu, była Barcelona. Byłam bardzo ciekawa tego miejsca, ponieważ większość moich znajomych bardzo zachwala sobie stolicę Kataloni.
 
Zarezerwowałyśmy noclegi w hostelu City Inn. Miałyśmy bardzo czysty trzyosobowy pokój z własną łazienką i balkonem, na którym codziennie rano jadłyśmy śniadania, a przy kawie czytałam książkę, która porwała mnie bez reszty. Jak kiedyś odwiedzicie Barcelonę i będziecie szukać fajnego miejsca położonego w samym centrum to bardzo polecam Wam ten hostel. Pokoje są codziennie sprzątane, a dla gości dostępna jest cały czas kawa i herbata. I oczywiście jest WiFi ;)
 
Sierpień w Barcelonie jest bardzo upalny i trudno w takiej temperaturze zwiedzać wszystkie jej zakamarki. Na szczęście zawsze można się udać na miejską plażę  - Barcelonete. Osobiście wolę klimat Paryża. Tamtejszą architekturę, modę, długie spacery nad Sekwaną. Lubię obserwować ludzi, podglądać jak się ubierają, dokąd się śpieszą, jak gestykulują, kiedy się usmiechają. W Paryżu można zasiąść na każdym rogu na kawę lub na lampkę wina i obserwować miasto oraz jej mieszkańcow. W Barcelonie teoretycznie również można to robić, ale to miasto nie jest mi tak bliskie jak stolica Francji.
 
Polecam odwiedziny w Park Guell. Nie chodzi tutaj o roślinność, czy piękne budynki zaprojektowane przez Gaudiego, a o dźwięki, które dobiegają z każdego zakamarka parku. Mnie urzekł duet skrzypiec połączony z hiszpańską gitarą. Można siedzieć na ławce i delektować się muzyką do samego wieczora.
 
A ten kto lubi zakupy ten będzie tutaj w raju, ponieważ sporo tutaj outletów, a ceny w takich sklepach, jak Zara, Stradivarius, Bershka czy Massimo Dutti są ok. 20% niższe niż w Polsce za te same rzeczy.
 
Kto nie był w Barcelonie to koniecznie musi ją odwiedzić i sam opowiedzieć o swoich wrażeniach ;)
 
 
 

 




 
 
 
 

 





 










 

niedziela, 4 sierpnia 2013

wracając do pierwszych dni lipca...

Jesteśmy na półmetku wakacji, więc przyszedł czas na podsumowanie minionego miesiąca. :)
Ten dotychczasowy letni czas był bardzo intensywny ze względu na ilość zorganizowanych wyjazdów i ilość miejsc, które udało mi się odwiedzić. O niektórych miejscach już pisałyśmy z Agatką, ale jeszcze kilka ich zostało...

Myśląc o moim kolejnym urlopie, na który wybieram się już za 10 dni, postanowiłam podzielić się z Wami wrażeniami z pierwszych dni lipca, które spędziłam we Francji. Była to moja pierwsza podróż do tego kraju i nie wybrałam sobie na tę okoliczność standardowego Paryża, lecz Niceę.

Pierwszego dnia zwiedzałam Niceę samą w sobie. Miejscowość, w której przenikają się bardzo różne obrazy, począwszy od niezliczonej ilości wszechobecnych palm, przez miasteczko knajp, które tętni życiem do rana, po uderzające biedą domy tuż obok 5* hotelu.

Na drugi dzień wybrałam się jakieś 20 km dalej, do Antibes - miejscowości, która słynie m.in. z namiętnie poszukiwanych przeze mnie piaszczystych plaż! Po wykorzystaniu słońca maksymalnie jak się dało, wczesnym wieczorem wyruszyłam jeszcze do Grasse - miejscowości, która od XVIII wieku słynie na cały świat ze swego przemysłu perfumeryjnego :) nie omieszkałam oczywiście nabyć kilku wyjątkowych zapachów! Zajrzałam też na tamtejszą Starówkę, która charakteryzowała się wąskimi i wysokimi uliczkami, których było aż 10 na krzyż - niesamowity klimat!

Trzeciego dnia na celowniku pojawiło się Monako, a konkretniej jego dzielnica Monte Carlo, która jest historyczną stolicą hazardu oraz właśnie tam znajduje się trasa znanego rajdu samochodowego oraz rozgrywany jest coroczny wyścig Formuły 1 – Grand Prix Monako.

Poniżej fotorelacja z tych wszystkich miejsc - to były niezapomniane wakacje...